Tak się już chyba przyjęło, że przez Beskid Wyspowy dane jest mi wędrować samotnie… Co mi bynajmniej nie przeszkadza. Zmysły są skoncentrowane na samej wędrówce… I to dobry sposób, by poznać siebie… Swoje mocne strony i swe słabości…
Nadszedł dzień, w którym o świcie zaterkotał budzik. I okazało się, że podobnie jak przez połowę zeszłego roku, pierwszą tegoroczną odbędę sama. Słońce liznęło szyby okien krakowskiego mieszkania… Pospieszna kawa smakowała wiosennie… I już niedługo potem wyskakują na horyzoncie kanciaste wyspy błękitu i rozbudzone doliny spowite śnieżnobiałą poświatą. Tam mnie jeszcze nie było… Ale będę zaraz…