Dług autostopowy

    Był koniec lata. Przemierzaliśmy Bieszczady i Beskid Niski z plecakami wielkimi jak szafa gdańska. Jak powszechnie wiadomo, komunikacja publiczna w tamtych rejonach jest fikcją. Poruszaliśmy się zatem autostopami. 39 razy w ciągu trzech tygodni. Poznaliśmy ludzi różnych i w większości ciekawych. Do Maniów wiózł nas chłopak, który opowiadał o wilkach. Do Balnicy koleżanka ze sklepu w Woli Michowej. Z Cisnej wiezie nas wariat – pociska 100 na godzinę i strach się bać.  Z Balnicy dwie Warszawianki – aż do Komańczy. Stało się na poboczu z kawałkiem kartonu i wypisanym na nim miejscem docelowym i jakoś te autostopy się łapały, pomimo naszych worów.
W Komańczy złapaliśmy Gdańszczan, którzy zatrzymali nas na poboczu drogi i pytają, czy jest tu coś ciekawego do zobaczenia. - Są dwie cerkwie, jak nas podrzucicie, to wam pokażemy! – i już siedzimy w aucie i robimy za przewodników.
    Z Komańczy wydostać się w stronę Beskidu Niskiego jest bardzo trudno.  Stoimy, machamy, nic się nie zatrzymuje, bo też ruch znikomy. Nagle zatrzymuje się jeep i zabiera nas do Wisłoka Wielkiego. Tu państwo prowadzą agroturystykę „Przedbieszczady”. Mają kozy, wyrób sera i pokoje do wynajęcia. My jednak jedziemy dalej. Machamy, zatrzymuje się małżeństwo z małym dzieckiem w foteliku i winem „Bieszczady” na tylnim siedzeniu. Okazuje się, że pochodzą z wioski niedaleko nas.
    W Tylawie udaje nam się złapać niecodzienny środek transportu do Zyndranowej – autobus szkolny. Drzwi otwierają się i wszystkie dzieci do nas:
    -  Dzień doo-bry!
    Siedzimy na poboczu drogi i machamy na furę zaprzężoną w konia.
    - Wziłąbych was ale tu skręcom na pole!
    Długo by jeszcze wymieniać. Z Olchowca do Krempnej zwozi nas właściciel agroturystyki „Hajstra”. Najgorzej idzie w Kotani, gdzie siedzimy na poboczu prawie trzy godziny i gdy w końcu trafia się autostop, lądujemy w Wyszowatce. Dalsze autostopy to w środku lasu na drodze szutrowej pewien grzybiarz zwozi nas do Smerekowca, stamtąd zgarnia nas syn naszej gospodyni. Inne autostopy szły później gładko i przejeździliśmy z tymi życzliwymi ludźmi kawał drogi.
    Dziś mamy swój samochód i wypełniamy dług autostopowy, zabierając przygodnych machających z plecakami. Bo warto sobie pomagać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz