Coś nam się w tych Czechach spodobało, że trzeba było wrócić. Tym razem w góry, rozruszać kości i nabrać zakwasów. Piękna pogoda (choć dzień krótki) sprzyjała jeszcze biwakowi pod namiotem, więc w sobotni poranek ruszamy w liczbie czworga znów w stronę Beskidu Morawsko-Śląskiego . Beskidzkie lasy rozognione barwami cudownej jesieni, poranne słońce wydobywa z każdego listka płomienie a każde drzewo mijane po drodze to feeria barw. Trzeba wręcz mrużyć oczy patrząc na nie.
Mijamy Třinec z olbrzymim, posępnym industrialem największej w Czechach huty żelaza (z XIX wieku) i już mamy przed nosem, a raczej szybą Transformersa, cel naszej dzisiejszej wycieczki – Ostry (1044 m npm) wznoszący się wybitną piramidą pośród pozostałych gór.