
„Co robisz w weekend?”
„Zależy, co zaproponujesz… :D”
Dialog o tyle konstruktywny, że wszystko po nim jest jasne. Iwona proponuje jedną część planu dnia, ja kolejną i tak oto spotykamy się ponownie w Cieszynie, lokalnym biegunie zimna (tak). Žabiczka, po dopompowaniu i napojeniu wiezie nas dziarsko przez Kubalonkę a dookoła rozgrywa się czarodziejski spektakl światła przesączającego się przez gałęzie drzew i omiatającego krętą drogę przed nami. Szalone kolory słonecznej jesieni i zapowiedź pięknego dnia, w którym nie mamy zamiaru nigdzie się spieszyć.
Na pierwszy ogień idzie Rezerwat Bukovec, położony tuż przy dawnym przejściu granicznym polsko-czeskim w Jasnowicach oraz „Najdalej na wschód wysunięty punkt w Czechach” (Nejvýchodnější bod České republiky). Sam rezerwat to niewielki spłachetek roślinności torfowiskowej, który zasiedla również jakiś osobliwy rodzaj chronionej tu mrówki. Generalnie kupka mokrej trawy, ale jest tu cicho, prawie bezludnie a sam zakątek w porównaniu z tak niedaleką i zatłoczoną Istebną zdaje się być oderwany zupełnie od rzeczywistości. Wysoki świerkowy las wyrasta wprost z dywanów zielonego mchu. Szkoda, że wiatka odpoczynkowa leży w cieniu, ale to nic.
 |
| Rezerwat Bukovec - fot. Iwona |
 |
| Przy kamolu jest również wiatka, jest i palenisko. |

Szybkie śniadanie, łyk kawy i po kładkach wkraczamy w mikrowąwóz, pomiędzy splątane korzenie drzew, nad potok Olecka i choć jeszcze dobrze nie zaczęłyśmy wycieczki, już uważam ją za udaną. Potok tworzy swoiste uroczysko, z odsłoniętą ścianką piaskowca istebniańskiego nakrapianą złotymi liśćmi, które opadają z zawisłych na skarpach drzew. Wiatr strąca je dalej w nikły nurt krętego potoku i odbijają się w wodzie dzikie barwy oraz słoneczne promienie, które dość późno tu docierają, przedarłszy się przez wysoki las. Potok tworzy mały kanion, malowniczy i płytki, że można swobodnie po łupkowym podłożu skakać i uprawiać fotografię. Co nie oznacza, że nie przydałyby się w tym celu solidne buty. Tak więc, zafiksowana na ujęciach, mam już lewą stopę utopioną a nie jest to w żadnym wypadku but choć trochę wodoszczelny. Ale warto było dla tego skrawka cudowności.





 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
 |
| Kładka przez potok do szlaku. Poszłyśmy strumieniem :P, fot. Iwona |
Przy Potravinach na starym przejściu autobus z emerytami z Radomia. Kurzą jak najęci i pałętają się po parkingu z naręczami rumu i kofoli. Jakimś cudem udaje nam się wymanewrować, nie nabierając żadnego na maskę i podjeżdżamy 3,5 km w górę drogą na południe. Wiedzie tędy zielony szlak, ale chcemy sobie oszczędzić wspinania się w górę asfaltem ze słońcem w oczy. Malownicze, łagodne wzgórza kładą się po obu stronach (Sušský vrch, 618 m) a na tych pagórach koszary z owieczkami. Uprawia się tu zdecydowanie poranne lenistwo, tarzanie na grzbiecie, mielenie trawki na leżąco a najbardziej wywalone na cały świat ma pies pasterski pilnujący stada śpiąc. Do tego złociste drzewa i stare drewniane domy przyklejone tu i ówdzie do leśnych zagajników. Jest pięknie i sielsko…
 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
 |
| Chałupa Na Dilku, fot. Iwona |
Zostawiamy Żabkę przy wiatce Na Dilku i niespiesznie kierujemy się na czerwony szlak w kierunku Girovej, bo to plan nr 2 na dziś. Niestety jest niedziela, pora iście turystyczna, czyli przedpołudniowa i musimy znosić nieraz zbyt hałaśliwe towarzystwo. Trudno, nieważne. Ważne jest to, że jesteśmy tu sobie i po prostu wędrujemy niespiesznie, jest piękna jesień i ta stodoła taka malownicza, i betoniarka prawie jak Pana Boga...
A dalej lekka kiepa pod Komorovsky Gruń i upstrzona zrudziałymi liśćmi droga.
Niedaleko Chaty Girovej niespodzianka na szlaku: nowa, bo wzniesiona w sierpniu tego roku utulnia jak z obrazka… Przysiadamy na dwa kęsy i resztki kawy.
 |
| fot. Iwona |
Jeszcze parę kroków przez magiczny las poskręcanych buczysk i słychać niosący się hałas od schroniska. Niedzielne tłumy, no niestety, trzeba to szybko przeskoczyć, byle do przysiółka Štipionka, gdzie odchodzi nieznakowana ścieżka na szczyt Girovej.
 |
| Chata na przysiółku pod Girovą, fot. Iwona |
 |
| Horská chata Girová |
Girova, (840 m n.p.m., niem. Hexenberg - Góra Czarownic), jak można by się spodziewać, nie leży na terenie Beskidu Śląsko-Morawskiego, ale zaliczana jest do Beskidu Śląskiego stricte, jako jego najbardziej wysunięty na południowy zachód bastion. Można podejść od schroniska na pałę, a można tędy, gdzie my. Podejście jest zacne, ale idzie się wygodnie, bo jest na czym stanąć. „Przedwierzchołek” to zgrabna kopka porośnięta strzelistymi bukami i prezentuje się stąd bardzo malowniczo.

W połowie podejścia odbijamy w prawo, do skalistego kotła opadającego ze stoku Girovej – na tzw. Čertovy mlýny (Diabelskie Młyny), gdzie w dawnych czasach miało znajdować się śląskie przedsiębiorstwo utylizacyjne beskidzkich diabłów i czarownic. A było to tak:
Dawno temu, w lasach wokół Girowej, regularnie spotykały się czarownice, czarty i biesy, które urządzały na szczycie głośne sabaty. Pewnego razu jeden z diabłów wpadł na wyjątkowo perfidny pomysł – postanowił wybudować w tym miejscu wielki czarci młyn, który miał służyć do mielenia złych ludzi i zamieniania ich w pył.Diabeł założył się ze swoimi piekielnymi kompanami (a według niektórych wersji z samym Bogiem), że zdoła ukończyć całą budowę w ciągu zaledwie jednej nocy – zanim o świcie zapieje pierwszy kur.Czart zabrał się raźno do pracy. Zwoził z całych Beskidów potężne piaskowcowe głazy, ciosał je i układał pod szczytem jeden na drugim. Praca szła mu błyskawicznie, a mury rosły w oczach. Kiedy budowla była już prawie gotowa i diabeł podnosił ostatni wielki kamień, aby zamknąć konstrukcję, noc nagle dobiegła końca. W pobliskiej wsi zapiał kogut, ogłaszając nadejście poranka. Słysząc to, diabeł wpadł w furię, ponieważ przegrał zakład. Z wściekłości upuścił niesiony głaz, a niedokończony młyn z wielkim hukiem zawalił się, rozsypując głazy po całym stoku. Przerażony czart rzucił się do panicznej ucieczki do piekła. Biegł tak szybko i z taką siłą, że w jednym z okolicznych kamieni odcisnął ślad swojego kopyta, który miejscowi potrafią wskazać do dzisiaj.


 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
Skalne gniazda robią należyte wrażenie i żałuję tylko, że podczas poprzedniego wypadu w te okolice przed laty, mglistym, listopadowym czasem nie trafiliśmy tutaj. W taką pogodę sceneria Mlynów byłaby jak żywcem wyjęta z horrorów…
Kilka słusznych susów po stromej ścieżce, z kolanami na wysokości brody i już niedaleko do szczytu. Stoi tu wiatka z siekiera wbitą w stół i pustymi butelkami po pseudoturystach. 60 metrów poniżej (110 w linii podejścia) widnieje dach schroniska, więc jakby się przyłożył, to by tymi pet-ami dorzucił do kosza. Aż dziw bierze. W trójkątnej ramce lasu bladziutkie i ledwo widoczne zachodzą na siebie ramiona górskie w Kysucach…
 |
| Samojebka made by Iwona |
Popas. Popołudniowe słońce już nie jest tym, które grzeje, wiatr idzie górą i studzi powietrze. Czuje się upływające coraz szybciej dni… Na trawce opala się motylek. Pod wiatą drą ryja jakieś jednokomórkowe panny. Po nawodnieniu i odpoczynku ruszamy niespiesznie wschodnim ramieniem Girovej w dół, przez słoneczny stok upstrzony wełnianką, jasny od traw i złoty od liści.
 |
| fot. Iwona |
 |
| fot. Iwona |
Zataczamy kółko i znów przez Komorovsky Gruń, który tak bardzo przypomina mi pasemko Palenicy i Trzonki w Beskidzie Małym – przez te polany z przycupniętymi u ich stóp chałupami i połacie borowin. Popołudniowe światło wydobywa ze świata głębsze kontrasty i senny spokój. Ziewanie – siadł spacerek. Oczojebna Žabiczka wściekle kontrastuje z rozpiętymi nad nią równie oczojebnymi baldachimami drzew.
 |
| fot. Iwona |
 |
| Kysuckie Wierchy |
 |
| Chaty na Dilku |
Zatrzymujemy się jeszcze w jednym punkcie widokowym z panoramą na ten cały spokojny, górski i pastwiskowy świat…
Po całodziennym łykaniu świeżego październikowego powietrza i łapania słońca w oczy uruchamia się Syndrom Bieszczadzki - gadania głupot i widzenia zwierząt zamiast drzew... Jedna myśl: trzeba wrócić tu znów… I po co komu potrzebne wyrypy i nabijanie kilometrów, skoro można na chwilę dłuższą przystanąć i się po prostu zachwycić małym pięknem dookoła?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz