Pomysł narodził się już w zeszłym roku i ciągle odkładany był z różnych mniej lub bardziej istotnych powodów. W końcu doczekał się realizacji, choć nie do końca kompletnej, o czym później. W prognozę pogody wstrzeliliśmy się idealnie - pomiędzy dwoma burzowymi dniami. 6:40 wyjazd z Bielska, nasz Przyjaciel Mirek - z Andrychowa, punkt spotkania – kościół w Witowie. Do pokonania kilka górskich, krętych, aczkolwiek widokowych dróg - Przegibek w Beskidzie Małym, Przysłop w Makowskim, Przełęcz Lipnicka w Żywieckim oraz trochę wahadeł i wertepów przebudowywanych dróg i mostów na Orawie. Dotarliśmy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 czerwca 2020
niedziela, 30 stycznia 2011
Z głową w błękicie - Tatry Wysokie
28 - 30 stycznia
Od dawna umówiony wyjazd z Adasiem A. To był
jego pomysł i małe marzenie na zimowe Tatry oraz Dolinę Za Mnichem, w której
nigdy nie był. Cała zima nie rozpieszcza pogodą, aż tu nagle, u schyłku
stycznia, wszystko wskazuje na to, że doświadczymy cudu prawdziwego zimowego
wyżu tatrzańskiego!
niedziela, 17 czerwca 2007
Okno przez góry, czyli Zawrat samotnie
17 czerwca
Niedzielny poranek wita ostrymi zarysami gór
na końcu ulicy Jagiellońskiej w Zakopanem. Długie cienie grają wśród skał,
nadają im kształt i koloryt. Szybki zrzut nadbagażu w skrytce dworcowej (brawo
za pomysł!) i już kilka minut po siódmej zasuwam Jaworzynką - oczywiście...
Idzie kilka osób, przeważnie samotnicy, ale to nie przeszkadza. Trzeba szybko
wyjść na Halę Gąsienicową, zaoszczędzić czas, potem pomyślę, gdzie właściwie
chcę dziś iść.
sobota, 2 czerwca 2007
Mokre Czuby Goryczkowe
2 - 3 czerwca
Szybko płynie czas... Od weekendu do
weekendu... Tym się żyje. Przekwitają kolejne kwiaty, dojrzewa późna wiosna i
wydłuża się dzień... Przy drogach maki, łany wonnych traw, w ogrodach piwonie a
na polach morze rdestu... Za szybą autobusu mgły opasują znajome już na pamięć
krajobrazy. Nie mam złudzeń - Tatr dziś nie zobaczysz - mówią strumienie
deszczu płynące za oknem...
sobota, 19 maja 2007
Wyspa prawie bezludna, czyli Ornakiem do wiosny
19 - 20 maja
Nadszedł czas. Zawołały. Albo raczej ryknęły potężnie. Radość pójścia przesłania porządek całego tygodnia. Przed weekendem sms od Grażyny. Przyjechała z Niemiec i znów powędrujemy razem.
poniedziałek, 16 października 2006
Tatrzański chillout
16 - 24 października
16 października, poniedziałek
Po kilku dniach "zgniłego wyżu" wyszło słońce. Może dlatego, że właśnie zaczynam urlop? Decyzja ostateczna - pojadę tam, gdzie zawsze czuję się dobrze, gdzie chcę jechać, by odpocząć. Zakopane.
Beskid i Gorce nalane ciepłym światłem popołudnia. Cienie są długie, wlewają kontrasty w doliny i góry, jest tak cudownie, że chciałoby się wyskoczyć przez szybę autobusu i wypstrykać wszystkie klisze. Za Skomielną horyzont okrywa się grubą warstwą chmur. Nadchodzi zimny zmierzch późnej jesieni. Ponad tymi chmurami obraz jak nie z tej ziemi - zawieszone na niebie ostre, pojedyncze szczyty koloru wrzosu z mlekiem; nikną w dymach wieczoru już przed Nowym Targiem.
niedziela, 24 września 2006
Połowa Czerwonych Wierchów
24 września
Od rana słońce i chłód. Lekki zawrót głowy po wieczornej, niespodziewanej i międzynarodowej imprezie na balkonie w PTSM-ie. O 7:30 patrzę w stronę gór zarysowanych ostro nad dachami, na bezchmurny błękit nieba i wciskam ręce do kieszeni z uśmiechem. Będzie cudny dzień i piękna wycieczka.
czwartek, 24 sierpnia 2006
Trochę pechowe Rohacze
24 - 26 sierpnia
Czy ja mogę coś dodać? Siedzę sama, samiuteńka pośrodku Tatr zachodzących wieczorną mgłą... Kiedy było tak ostatnio? Na Kondratowej?... Ci, którzy zeszli, poszli swoją drogą, bądź są teraz stłoczeni w jadalni chaty a ja siedzę sobie przed schroniskiem i patrzę sama i w ciszy, jak kończy się wielkie tatrzańskie lato usłane pastelowymi chmurami, a zaczyna pomału moja własna ukochana jesień z dłońmi w rękawach swetra i myślami na wyłączność...
środa, 21 czerwca 2006
Obrazki tatrzańskiego lata
21 - 25 czerwca
Tym razem padło na słowackie Tatry Wysokie. Znów z Grażynką przy boku. Docieramy do Štrbskégo Plesa i rozpoczyna się poszukiwanie noclegu. W schronisku pełno, hotele zbyt drogie, rozważamy ewakuację do którejś z pobliskich wsi i szukanie "privatu", gdzy zaczepia nas na ulicy tajemniczy jegomość i za rozsądną cenę oferuje nam wynajęcie na kilka dni swojego mieszkania. Skromna, ale sympatyczna kawalerka w centrum miejscowości, wyposażona kuchnia, sypialnia, TV, na szlaki blisko. Bierzemy!
wtorek, 2 maja 2006
Wiosenne grillowanie, czyli majówka w Słowackim Raju
28 kwietnia - 3 maja
Kolejny wyjazd z Grażynką miał być tym przełomowym, kiedy to nareszcie duch gór, duch przygody i duch dobrego towarzystwa pozwolą spędzić wspaniałe dni z dala od codzienności i bezustannego myślenia, że nazajutrz trzeba wracać i coś się ciągle nie udaje. Od dawna czekałam na moment, gdy wręcz rozpaczliwie nie chce się wracać i - ten moment nastał. A jak się rozpoczęło?
niedziela, 28 maja 2000
Przełęcz Kondracka
28 maja
Tatry
Kraków. Borek Fałęcki i Górka Borkowska. Mekka łapiących okazję. Machamy i my – ja i Seweryn i coś nam średnio idzie. Za to cel na dziś jasno sprecyzowany. Dopiero po około godzinie litościwie zatrzymuje się samochód, który zapoczątkowuje nasz kurs. Kierunek – Tatry.
niedziela, 14 maja 2000
Tatry niespodziewane
14 maja
O szóstej rano kawa smakuje niesamowicie, pogodny chłód głaszcze nagie łydki a w radiu wesoły głos obwieszczający, że wszyscy będący aktualnie na nogach, powinni być wpisani do Księgi Rekordów Guinessa…
poniedziałek, 27 lipca 1998
Za granią grań
27 – 30 lipca
Tatry Zachodnie
Moje tegoroczne spotkanie z Tatrami było na tyle nieuchronne, na ile jasnym stał się fakt, że nie przeżyję roku bez fizycznego kontaktu z nimi. Bo rzucać im tęskne spojrzenia poprzez doliny to nie to samo, co stać w samym sercu kamiennego kręgu i przeżywać te góry w sobie i dookoła siebie.
Skromne uczniowskie budżety nie pozwoliły nam – sześciorgu uczestników tej czynno-biernej wyprawy pozostać dłużej niż kilka dni. Dodatkowe scysje i nieporozumienia na tle towarzyskim, o których wspominać tutaj nie będę, wpłynęły na decyzję wcześniejszego powrotu, w efekcie czego moje tatrzańskie wakacje ’98 zamknęły się w przedziale czterech dni. A jak wyglądały?...
Skromne uczniowskie budżety nie pozwoliły nam – sześciorgu uczestników tej czynno-biernej wyprawy pozostać dłużej niż kilka dni. Dodatkowe scysje i nieporozumienia na tle towarzyskim, o których wspominać tutaj nie będę, wpłynęły na decyzję wcześniejszego powrotu, w efekcie czego moje tatrzańskie wakacje ’98 zamknęły się w przedziale czterech dni. A jak wyglądały?...
piątek, 19 maja 1995
Pierwsze Tatry
„Jeszcze nie znałem tych gór po imieniu, a już wiedziałem, ze przykują mnie do siebie nieodparcie. Wydało mi się, że tu zaprzeczę bezsensowi istnienia, ze się odrodzę, ze coś odkryję, skoro odebrano mi inne tereny ekspansji: łudzę się, że tu jeszcze będę niepodległy. Słyszę głos: wszystko jest znikome, wszystko przemija, tylko my zostajemy, stop się z nami, zjednocz, masz gwarancję nieśmiertelności; ach, wietrzejemy, to prawda, ale dwa centymetry w ciągu stu lat, a o tobie nie wspomni już następne pokolenie…”
Jalu Kurek
Subskrybuj:
Posty (Atom)