Czy ja mogę coś dodać? Siedzę sama, samiuteńka pośrodku Tatr zachodzących wieczorną mgłą... Kiedy było tak ostatnio? Na Kondratowej?... Ci, którzy zeszli, poszli swoją drogą, bądź są teraz stłoczeni w jadalni chaty a ja siedzę sobie przed schroniskiem i patrzę sama i w ciszy, jak kończy się wielkie tatrzańskie lato usłane pastelowymi chmurami, a zaczyna pomału moja własna ukochana jesień z dłońmi w rękawach swetra i myślami na wyłączność...
czwartek, 24 sierpnia 2006
niedziela, 20 sierpnia 2006
Muńczoł
20 sierpnia
Wydarzenia minionego tygodnia zmęczyły mnie psychicznie tak bardzo, że jedynym celem na ten dzień było zdobycie niezdobytego - Muńczoła (Muńcuła). Psychika została gdzieś daleko za mną, między problemami prywatnymi a problemami koleżanki z pracy. Poszłam w góry zmęczona, śpiąca i nieobecna.
wtorek, 15 sierpnia 2006
Jałowiec i Magurka Suska
15 sierpnia
Plan odwiedzenia nieznanych tras wraca do łask. Tym razem znów towarzyszy mi Paweł zwany Dziadkiem. Ruszamy późno, bo dotrzeć gdziekolwiek z Kęt i z Żywca to koszmar (albo raczej do Żywca). Jedziemy przez Koszarawę a blask słoneczny rozświetla świat za szybą autobusu, nastraja kontrasty i Żywiecczyzna wygląda jak z bajki - lazurowe niebo, zieleń drzew, czerwień dachów i złote kopy siana malowniczo majaczące na horyzoncie. Jest przepięknie i gdy wysiadamy w Koszarawie Cichej, słońce i wiatr uderzają w twarz, wywołując uśmiech.
niedziela, 23 lipca 2006
Potrójna
23 lipca
Na temat Potrójnej, okolic i Chatki Pod Potrójną mogłabym pisać referaty. Dziś jednak postanowiłam zrobić sobie spacer w ramach czystego odpoczynku. Plan był - dotrzeć na Leskowiec, ale nie stanowił żelaznego celu. Chciałam po prostu przejść się, zażyć słońca i samotności, żeby nie zdziczeć w domu. I tak przed 9 rano wkraczam na znajomą ścieżkę poza szlakiem z Wielkiej Puszczy.
niedziela, 16 lipca 2006
Hala Boracza
16 lipca
Przedziwne jest to uczucie - przez cały tydzień pęd do gór i wołanie tak silne, że wręcz nie do zniesienia, a gdy wcześnie rano w niedzielę zaryczy budzik, jakieś wewnętrzne lenistwo siłą obraca na drugi bok. I nie chce się. Perspektywa kolejnej niedzieli, gdzie jak pingpong obijałabym się w czterech ścianach, poderwała mnie z wyra i było to bardzo dobre posunięcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




